piątek, 28 października 2011

ENDINGS AND CONTINUATIONS

Nie udawaj, że liżesz moje rany, skoro dobrze wiem, że znów otworzysz nowe. Fałszywy żal, byle jaka obecność i upadanie pod ciężarem swoich roli na każdym poziomie. Rób swoje, ja będę udawać, że nie mam do ciebie żalu. Po co się starać i angażować, przecież nic nas nie łączy. Poza twoimi kłamstwami i moim rozczarowaniem.







środa, 26 października 2011

FIRST HE TOOK US AND THEN HE RAPED US WITH HIS AXE



Chyba będzie lepiej, gdy zamilknę. Odetnę się, na chwilę. Nie dlatego, że zmieniły się moje uczucia, ale dlatego, że jest ich zbyt wiele. Albo wcale. Nie potrafię odróżnić.
Muszę wszystko poukładać zamiast wciągać Cię w ten bałagan. Chociaż o wszystkim wiesz. A ja nadal udaję, że wcale się nie denerwuję przed tym wszystkim. Że nie martwieje mi serce, a ręce nie są zimne.
Wolę udawać, że drzemie we mnie poezja. Dla naszego dobra.





wtorek, 25 października 2011

HEAVENLY PREVERSE

Bezsenność wyzwala Twoją obecność w moich zamkniętych oczach. Dotknięta przez ogień. Te uczucie i niemożność jego zwalczenia. Wpadam w inny wymiar, tonę w bezdennej wolności. Podróż przez rażące pustkowia mojej duszy. Przelatuję nad Tobą, ale nie zobaczysz mnie na niebie.





Trwam w Tobie do bólu, każdą dziecinną łzą, każdym podatnym oddechem.
Trwam, mimo wszystko.




poniedziałek, 24 października 2011

DON'T SPEAK


Dłonie rozrywają ciało i uwalniają wino.
Ruiny, które pragnę ukryć
Toną.

Nasze światy zderzają się. Pozwalam Ci na to, co robisz najlepiej.
Tajemnice, które ukrywasz są z igieł i ostrzy.

Krew jak wino.








piątek, 21 października 2011

CITY IN DUST

Różowy, żółty, fioletowy, pomarańczowy, zielony.

Pomalowałam paznokcie w identycznej sekwencji, którą stosował seryjny morderca Brian Moser na swoich martwych ofiarach.
Gdy wspominam o tym moim znajomym, patrzą na mnie jak na obłąkaną. Wszyscy oprócz mojego brata, któremu jest wszystko jedno.







Światło oświetla ciemność
I ciemność nie może tego pojąć

Światło zamknięte w ciemności
To lśnienie
Lśnienie...'






niedziela, 16 października 2011

hardly ever



* * *

Trzy rozmowy wstecz. Siedzimy obok na przeciwnych krańcach ziemi. Obok siebie. Słyszę bicie Twojego , przecież nie go nie masz (?) , serca. Lekkie drganie oddechów wypełnia tę melodię niedoskonałymi pauzami. Jest tu pan strach, nieszczery do wyczerpania wszelkich form nieszczerości. Pam pam pam .. Jednostajny spokój. Pokój. Mój. I różnozłote akcenty.
Brakuje mi odpowiedzi.
Brakuje mi pytań, na które umiałabym znaleźć rozwiązania.

Powiedz, czy to aby nie Ty podpowiedziałeś mi bym robiła w życiu to na co mam ochotę, tę największą ? Że o to właśnie w życiu chodzi ? Że dotykasz mego ramienia tylko po to, bym rzeczywiście zrozumiała moje 'tak mocno tego pragnę, że zaczynam wariować' ? Że patrzysz na mnie tym wzrokiem, który przebija mi duszę zabierając słowa, myśli, wrażliwości, pewność, nienawiść, bym zrozumiała wreszcie, co znaczy to wszystko ?
Krok do przodu i automatyczne tysiąc siedem kroków w lewo, później ćwierć stopy w tył i bum.

Nigdy nie pomyślałabym, że potrafię sama siebie ranić tak mocno mając w ręku narzędzie jakim jesteś nieistniejący Ty. Tylko to narzędzie. Zbrodnia doskonała, nie sądzisz ?
Nigdy nie pomyślałabym, że odganiam od siebie tą myśl tak długo... Nigdy nie pomyślałabym, dlaczego to robię. Nigdy nie pomyślałabym, że rzeczywiście chodzi tu o coś sto razy bardziej silnego niż nasze sobą rozczarowania.
Że unosi się tutaj coś większego.
A ja zwyczajnie uciekam, bo nie umiem znieść odrzuceń.

nigdy więcej nie dam sobie przed tobą uciec.
hardly ever ..



sobota, 15 października 2011

Wiecie czym jest miłość? Próbuję zdefiniować to słowo od dawna. Każdy ma na nią inną receptę, każdy inaczej ja opisuje, inaczej wyraża. Dla jednych jest to spacer w deszczu i moment w którym orientujesz się, że przemokłeś już do suchej nitki, dla innych to proste słowa 'potrzebuje Cie, więc Cię kocham' lub na odwrót. Moja wizja miłości z każdym rokiem się przeobraża, zmienia się jak motyl. Czasem wzlatuje tak wysoko, że słońce powoduje poparzenia, że ślepnie. Czasem upada tak nisko, że zapada się pod ziemię. Czasem jest mi gorąco, czasem jest zimno. Czasem daje siły by wspinać się po górach swojej wyobraźni i realizować marzenia, czasem jest nieszczęśliwą przechadzką po tęczy, z której spada się tak szybko jak się na nią weszło. Czasem ukazuje się w oczach zwierząt spędzających ostatnie chwile przy swoim Panu, czasem widzę ją w oczach mamy. Jednakże ciężko jest znaleźć kogoś kto ma oczy nią przepełnione, wszyscy są nieszczęśliwi. A to dlatego, że tak mało ludzi pozwala się kochać, tak mało ludzi pozwala się poznać, a tak dużo ludzi dba tylko o siebie. W egoizmie miłości nie znajdziesz, trzeba pamiętać że słowo kocham buduje się każdego dnia i każdym najmniejszym gestem. Kochając kogoś nie możemy myśleć o sobie samym, stanowimy przecież jedność. Kochając nie można uciekać od problemów, ma się w końcu dwie głowy a nie jedną. Kochając nie można ranić bo to tak jakby raniło się samych siebie. Kochając nie wolno zapominać o tym, że jest osoba która jest w ciągłej potrzebie obcowania z nami. Kochając nigdy nie czuj się samotny, bo jeśli już znalazłeś miłość, tę najprawdziwszą z najprawdziwszych jest ona absolutnym ucieleśnieniem dobra i nigdy nie opuści, zawsze poczeka... nawet jeśli nie jesteś na nią gotowy.