zapomniałam, zapomniałam że za mną zbudził się mały mruczący kot, że tak nic, szarość mała nas nie łączy. mały romans patrzy w oczy, budząco podobny ranek, do tych sprzed lat.
kochaj mnie, nie rozczarowujmy świata. to nasz temat cicho sza.
tęsknię za mazurami
środa, 6 lipca 2011
a kiedy wyjdziesz, spełnionym dźwiękiem z nieasycenia wyszczepcze ci... te wszystkie obłedne wieczory, ciche popołudnia, spocone od deszczu oczy. te małe, te niewielkie, to wszystko nas czeka, nad powiślem kochany, w czarnym bezdusznym mieście. mieście potopów, szarych oper... a od dziś mówię, odstałam swoje czekanie, z którego próg wystaje poza moje widoki... pozostaje być mi, krzyczeć i pozostać już, ot żoną, czarownicą w roli kobiety..
Dziękuję :*
wtorek, 5 lipca 2011
poranne łzy
Obudziło mnie dziś nagie słońce, za ciepłe, zbyt żarzące do odpowiedzi tych chwil, które łączą kosmiczne wyzwania.
Muszę Ci się wyspowiadać, grzechem moim jesteś, wątkiem znikąd, tak odciętym od reszty duszy.
Wyzywam nas na deszcz, boso pójdziemy przez park... litości... to moje łzy
Muszę Ci się wyspowiadać, grzechem moim jesteś, wątkiem znikąd, tak odciętym od reszty duszy.
Wyzywam nas na deszcz, boso pójdziemy przez park... litości... to moje łzy
poniedziałek, 4 lipca 2011
niedziela, 3 lipca 2011
M. numer trzydzieści trzy
Tak idę... A Ty nie biegnij za mną, wiem że się wygłupiłam. Przepraszam. Cześć.
Tomek: Maria, stój do cholery!!! Nie dałaś mi nawet dość do słowa!!! Przestań pieprzyć, przepraszać. Zrozum wreszcie że niczego nie chce tak bardzo, jak tego, żebyś była blisko, że Cię kocham i przestań bawić się ze mną, nie uciekaj, bądź! Nigdy nie dałaś mi nic powiedzieć, zmieniałaś temat, chciałem Ci wszystko powiedzieć ostatnio. Stałaś się dla mnie najważniejsza kobietą. Ale wejdź do środka i tak zrobiliśmy już pożywkę dla wszystkich sąsiadów. Chodź.
I tak już całą noc, zostałam, przespałam całą noc u boku mężczyzny, którego kocham, prawdziwie. Za jego dobroć i światło w oczach, za to że nie jest stróżem, że nie znika, mogę go mieć, mogę się starać o niego, o siebie! Czy wiesz, że jestem szczęśliwa w tym momencie? Tak jestem, kurwa, wypaliłam miliony papierosów, wypiłam miliony litrów whisky i tylko dlatego, żeby poznać Tomka. Nie wiem co z tego będzie, może nic... Ale po cichu, od tej nocy uczymy się siebie, każdych zakamarków, uśmiechu. Lubię jego uśmiech, jest piękny, tak czysty. Nie ma takich wielu, jest on jeden, a ja... a ja boję się wątpliwości, utraty, boję się& że to bajka, z której szybko się obudzę. Wyszłam... Może niedługo znów się zobaczymy.
Jak myślisz? Jak mijają Twoje dni, powiedz!
Przyszedł, wrócił, zapukał do moich drzwi.
Drogi kończę, to ostatnia moja myśl do Ciebie, tak głośna i pospieszna. Wiele usłyszałeś, tak wiele milczałeś. Tak, Ty taki jesteś, dokładnie taki, jakiego sobie Ciebie wyobrażałam w dzieciństwie.
Minęło sporo czasu od mojego ostatniego wpisu, wiele się w moim życiu zmieniło, właściwie wszystko wywróciło się do góry nogami! On, ja, nasz dom. Tak on jest nasz, już Bardzo wiele planujemy, coś już rodzi się we mnie, w planach, jak mała fasolka, dzięki Tobie!
Ja Maria żyję, żyje normalnym życiem, idę dobrym torem bez pośpiechu. Uśmiecham się do ludzi, a na most zaglądam, ale nie z taką częstotliwością jak kiedyś. A Tomek, On dba, zajmuje się się już całą naszą trójką, jeśli wiesz co mam na myśli. Reszta sama przyjdzie, teraz już czekamy, na przyjście gościa, za kilka miesięcy.
A tobie mój Kochany, dziękuję, za to, że słuchałeś, byłeś, jesteś zawsze, jak ze snu zbudzony, czy wyrwany z obowiązków. Zawsze słuchasz, jesteś, słuchasz mojego życia, jego bicia. Dziękuję Ci Boże, ze tyle razy wiedziałeś i odbudowywałeś we mnie człowieka, dziękuję za wiarę, za to co teraz rodzi się w nas, we mnie. Nowe życie, nowy początek, nowa oaza dla nas wszystkich. Ja Maria kłaniam Ci się i odezwę się, ale już sama po cichu, będziemy już sami, sami jak kiedyś , jak w dobrym momencie książki. Istniejesz, a ja wierzę w to coraz głębiej.. Ja..
sobota, 2 lipca 2011
Trzydziesta druga odsłona M.
Tyle razy sobie mówiłam "Maria on, nikt nie będzie dla Ciebie." Siedzę właśnie w ogrodzie pełna wspomnień, żalu. Do wielu, do siebie. Nadia już kompletnie zapomniała, że istnieję, zaczęła mnie potrzebować tylko wtedy, kiedy trzeba zostać z dzieckiem. Zero rozmów, nawet głupiej herbaty i milczenia, nie ma nic. Liczy się tylko ona, on i dziecko. Nie ma nic pośrodku. Jestem wkurwiona. Mam ochotę napisać do Tomka, ale ostatnio prawie mnie pocałował i staliśmy się oboje tak zachowawczy, tak oschli. Ja się przestraszyłam, on się zaczął bać... Nie wiedziałam, że taki strach tyle kosztuje, aż tyle... Pojechałabym, ale co ja mu powiem, wymyśl, co ja mam mu powiedzieć! Że ja...tak, że ja mogłam? Ja?? Muszę się napić na odwagę, jak nie powiem, nie zrobię nic, to zawsze będziemy obok. Czy ja w ogóle mogę, mam prawo mówić? Czy mam prawo tak na niego patrzeć!? Jadę.
Ja: Tomek ja wiem, ja wiem, że jest już późno, ale jestem tutaj.. Wiem, że pada, właściwie to nie ma znaczenia, ale ja już nie mogę dłużej. Kocham Cię, kocham od momentu kiedy Cię zobaczyłam, kiedy mogłam czytać co piszesz, jak tylko mogłam widzieć jak się uśmiechasz, jaki jesteś dla mnie, dla siebie. Pójdę sobie i możemy się nigdy nie spotkać, ale musiałam to powiedzieć, nie byłabym sobą, gdybym nie wydusiła z siebie tego wszystkiego. Nie kocham jego, właściwie już od dawna, on jest tylko wspomnieniem, czymś co przestało być realne. Nie musisz mnie kochać, nic nie musisz... Ja wiem... Kretynka ze mnie, Tomek, przepraszam... Idę...
Tyle razy sobie mówiłam "Maria on, nikt nie będzie dla Ciebie." Siedzę właśnie w ogrodzie pełna wspomnień, żalu. Do wielu, do siebie. Nadia już kompletnie zapomniała, że istnieję, zaczęła mnie potrzebować tylko wtedy, kiedy trzeba zostać z dzieckiem. Zero rozmów, nawet głupiej herbaty i milczenia, nie ma nic. Liczy się tylko ona, on i dziecko. Nie ma nic pośrodku. Jestem wkurwiona. Mam ochotę napisać do Tomka, ale ostatnio prawie mnie pocałował i staliśmy się oboje tak zachowawczy, tak oschli. Ja się przestraszyłam, on się zaczął bać... Nie wiedziałam, że taki strach tyle kosztuje, aż tyle... Pojechałabym, ale co ja mu powiem, wymyśl, co ja mam mu powiedzieć! Że ja...tak, że ja mogłam? Ja?? Muszę się napić na odwagę, jak nie powiem, nie zrobię nic, to zawsze będziemy obok. Czy ja w ogóle mogę, mam prawo mówić? Czy mam prawo tak na niego patrzeć!? Jadę.
Ja: Tomek ja wiem, ja wiem, że jest już późno, ale jestem tutaj.. Wiem, że pada, właściwie to nie ma znaczenia, ale ja już nie mogę dłużej. Kocham Cię, kocham od momentu kiedy Cię zobaczyłam, kiedy mogłam czytać co piszesz, jak tylko mogłam widzieć jak się uśmiechasz, jaki jesteś dla mnie, dla siebie. Pójdę sobie i możemy się nigdy nie spotkać, ale musiałam to powiedzieć, nie byłabym sobą, gdybym nie wydusiła z siebie tego wszystkiego. Nie kocham jego, właściwie już od dawna, on jest tylko wspomnieniem, czymś co przestało być realne. Nie musisz mnie kochać, nic nie musisz... Ja wiem... Kretynka ze mnie, Tomek, przepraszam... Idę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)








